Długi weekend wyzwolił w nas dodatkową energię, dlatego wczoraj wieczorem przygotowaliśmy ciasto na dyniową brioszkę. Przepis pochodzi jak zwykle z Kwestii Smaku.
Ciasto zagnietliśmy wieczorem poprzedniego dnia, bo naszym marzeniem było uraczyć się gorącą brioszką prosto z piekarnika na śniadanie. Oczywiście, kiedy doda się czas na ocieplenie ciasta wyjętego z lodówki, a pózniej na jego wyrośnięcie, okazuje się, że i owszem można ją podać na śniadanie ale raczej to drugie i definitywnie późne ;). Pomimo wszystko, brioszka jest tak pyszna, że warto zmierzyć się z tym przepisem. Jeśli nie macie pewności co do świeżości drożdży, to warto użyć suszonych, bo zaczyn musi wyrosnąć bardzo szybko, aż do stworzenia gęstej piany. Jeśli zaczyn nie wyjdzie Wam idealny, najlepiej zrobić kolejną jego porcję.
Przyznaję, że brioszka jest naprawde pracochłonna i przepis należy do trudniejszych (o ile oczywiście brak Wam obycia z ciastami drożdżowymi), ale efekt końcowy jest typu 'wow', po prostu nie można się jej oprzeć. Nasza porcja zniknęła błyskawicznie.
Z przepisu wychodzą dwie keksówki bułeczek. Jedną z nich nadzialiśmy konfiturami, drugą zdecydowaliśmy się upiec 'na sucho', bez nadzienia.
Tutaj link do przepisu - dyniowa brioszka. Ostrzegam, że ilość mąki podana w przepisie nie wystarczyła i musiałam jej dodać znacznie więcej. Pomimo wszystko bułeczki wyszły miękkie, bardzo puszyste i delikatne.











































